Wiadomości tygodnia

Kto go rozpoznaje?

Puławscy policjanci poszukują mężczyzny, który stosując różne metody oraz powołując się na osoby z administracji ...

czytaj więcej

Wpadli z narkotykami

W środę (03.02.2016) puławscy kryminalni zatrzymali dwóch młodych mężczyzn, którzy posiadali przy sobie narkotyki. Podczas przeszukań ...

czytaj więcej

Oferty pracy z Puław

Aktualne oferty. Identyfikator   Nazwa zawodu  Miejsce pracy      Wynagrodzenie StPr/16/0042 elektromonter automatyk Końskowola 3000.00zł. Adres pracodawcy: ŻYRZYŃSKA ...

czytaj więcej

Zatrzymani za jazdę na podwójnym gazie

W miniony weekend do policyjnego aresztu trafiło trzech nietrzeźwych mężczyzn, którzy nie przyznawali się do ...

czytaj więcej

Kolejna przebudowa w ramach „schetynówek” w Powiecie Puławskim

Powiat Puławski systematycznie poprawia stan dróg w ramach własnego budżetu oraz zabiega o środki zewnętrzne ...

czytaj więcej

E-Dęblin E-Dęblin E-Dęblin Reklama E-Dęblin
Reklama
Reklama
Dęblin, reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Patriota czy najemnik?

Tak zatytułowano spotkanie z byłym żołnierzem JW. GROM, Andrzejem K. Kisielem, które odbyło się w minioną sobotę – z inicjatywy Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych TERAZ – w Sali Pompejańskiej Starostwa Powiatowego w Puławach.

Zainteresowało ono głównie młodzież, która okazała się nieźle zorientowana w tematyce jednostek specjalnych. Prawdopodobnie niektórzy z tych nastolatków marzą, by zostać komandosami. Andrzej Kisiel w miarę dokładnie – oczywiście bez zdradzania tajemnic – odpowiadał na wszystkie pytania, a następnie podpisywał swoją książkę „Trzynaście moich lat w JW. GROM”. Dla naszych czytelników wybraliśmy najciekawsze wątki z tego spotkania…

1Dlaczego zostałem żołnierzem?
– Marzyłem o tym od najmłodszych lat. Początkowo chciałem jednak być pancerniakiem. Wiadomo: Janek, Gustlik, Szarik… To działało na chłopięcą wyobraźnię. Ostatecznie po szkole podchorążych trafiłem jednak do jednostki w Lublińcu, a następnie do GROM-u.

Co czułem, wyjeżdżając z kolegami do Iraku i Afganistanu?
– Przez długie lata polska armia była armią pokoju, ale to się zmieniło. Wiadomo, że były to decyzje polityczne, które zapadały gdzieś wysoko ponad naszymi głowami. Jednak na miejscu nie było już żadnych rozterek. Z pewnością nie czuliśmy się agresorami, ani okupantami. Walczyliśmy z islamskimi ekstremistami, ale także na różne sposoby pomagaliśmy miejscowej ludności.

Co się stanie w Afganistanie po wycofaniu wojsk NATO?
– Niczego nie można wykluczyć, z wojną domową włącznie. W tym kraju aż 95 procent ludności jest analfabetami. Decydującą rolę odgrywają emocje religijne, plemienne, kulturowe… Rządowe wojska i policja są wciąż dość słabe, mnożą się dezercje. Dlatego w perspektywie przynajmniej dziesięciu lat raczej nie będzie tam spokoju.

Czy wierzy pan w samobójstwo generała Sławomira Petelickiego?
– Prokuratura nie stwierdziła działania osób trzecich i umorzyła śledztwo. Przyjąłem tę decyzję do wiadomości, lecz wokół śmierci pierwszego dowódcy GROM nadal jest dużo wątpliwości. Rozmawiałem z nim telefonicznie raptem kilka godzin wcześniej. Mieliśmy się spotkać i przedyskutować niektóre wątki przygotowywanej przeze mnie książki. Generał miał od pewnego czasu pewne problemy, ale to nie był człowiek, którego łatwo złamać.
I jeszcze pewna refleksja… Gdyby rzeczywiście chciał się zastrzelić, to nie zrobiłby tego w garażu, lecz wcześniej ubrałby mundur i białe rękawiczki.

Czy wśród żołnierzy GROM zdarzały się inne samobójstwa bądź zdrady?
– Nie znam takich przypadków. Jednak nie jest tajemnicą, iż po opuszczeniu wojska bywa różnie. Jedni radzą sobie bardzo dobrze, zakładają firmy. Inni przeżywają rodzaj traumy i niekiedy potrzebują nawet specjalistycznej pomocy.

Jakie warunki trzeba spełniać, by dostać się do jednostki specjalnej?
– Najważniejsza jest głowa. Osobiście pamiętam tylko jednego kandydata w typie kulturysty, który pomyślnie przebrnął selekcję. W naszej służbie wysoki wzrost, potężna muskulatura niekiedy wręcz przeszkadzają. Dlatego żołnierze o sylwetce Arnolda Schwarzeneggera są stosunkowo nieliczni.

Czy w GROM służą też kobiety?
– Owszem, ale nie w oddziałach szturmowych. Trudno przecież oczekiwać, by dźwigały na plecach sprzęt o wadze 30 – 40 kilogramów. Mają inne obowiązki i są w tym naprawdę dobre.

Jak wypada GROM na tle podobnych zagranicznych jednostek?
– To nie jest sport. Miarodajne opinie wskazują jednak, że jesteśmy wśród elity. Nie czujemy się gorsi nawet od Delta Force czy Navy Seals.
JM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 Pozostało znaków



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Puławy, reklama
Reklama
Reklama